Posted On 2021-06-03

Chorwacja (1)

Radek 0 comments

W drogę…

Wyniki testów negatywne. Popołudnie i wieczór spędzamy na pakowaniu się. Wstajemy o 2 w nocy, szykujemy kanapki na cały dzień i w drogę.

Mijamy piękne polskie góry i jesteśmy w Słowacji. Granica przejechana bez kontroli. Kręta droga prowadzi między górami. Piękne krajobrazy. Na Granicy z Węgrami kontrola paszportów, pytanie o cel podróży i naklejka na szybę „ONLY TRANSIT” i konieczność poruszania się tylko po wyznaczonych drogach. Zatankować czy też skorzystać z toalety praktycznie nie można. Dla oznakowanych pojazdów zakaz wjazdu. Udało się znaleźć jedno miejsce przed opuszczeniem kraju, gdzie mogliśmy się zatrzymać. Wjeżdżając do Chorwacji sprawdzone zostały paszporty i testy. Zwiedzanie czas zacząć!

Karlovac

Karlovac to pierwsze zwiedzane przez nas miasto w Chorwacji. Położone jest na południowy zachód od Zagrzebia, nad 4 rzekami: Kupą, Koraną, Mreznicą i Dobrą. Na drugi brzeg rzeki Korana prowadzi piękny drewniany most. Tereny te są bardzo zadbane, a przybrzeżne trawniki zachęcają spacerowiczów do spędzania czasu nad wodą. Pojedyncze drzewa dają schronienie przed słońcem. Korzystamy z okoliczności i prostujemy nogi wędrując po okolicy.

Kolejna atrakcja w Karlovac to zamek Dubovac. Udaje się dojechać samochodem praktycznie pod mury zamku, na sam szczyt wzniesienia prowadzą schody. (Można podjechać na wzniesienie od drugiej strony.)
Kwadratowa wieża zamku została zbudowana prawdopodobnie w XIII wieku. W XV wieku zamek przebudowano w stylu renesansowym. Zamek miał różnych właścicieli – od slawońskiej rodziny szlacheckiej Sudarów po słynnych chorwackich hrabiów i książąt Frankopana i Zrinskiego. Od 1671 do 1809 roku Dubovac był własnością generałów Karlovac. W 1837 roku nowy właściciel hrabia Laval Nugent przebudował zamek w duchu romantyzmu. Dubovac został ponownie odnowiony w 1952 roku. Zamek służył ostatnio przez kilka lat jako hotel. Znajdują się w nim eksponaty muzealne i duża makieta krajobrazu. (źródło)
W środku znajduję się restauracja. Budowlę oglądamy jedynie z zewnątrz – nie możemy dłużej tu zostać.

Rastoke- Małe Plitwice

Udając się wzdłuż biegu rzeki Korana docieramy do jej dopływu Slunjčica. W tym miejscu z pięknymi wodospadami, kaskadami i jeziorami zbudowano trzy wieki temu wioskę z młynami wodnymi. Rastoke, tak się ona nazywa,  to młynarska perełka slunjskiej okolicy. Nadal żyje ona w harmonii z naturą. (więcej) Ciągły szum wody dopełnia klimat tego miejsca pełnego pięknych widoków. Chciałoby się tu zostać dłużej. Z pewnością kiedyś tu wrócimy.

Park Narodowy Jezior Plitwickich

Po pokonaniu 1068 kilometrów, co zajęło prawie 17 godzin, docieramy do Rastovača – wsi w gminie Plitwickie Jeziora. Tutaj udajemy się na nocleg w apartamencie „House Flora”.

Rankiem jemy śniadanie, pakujemy plecaki i wyruszamy zwiedzać. Bilety kupiliśmy wcześniej przez stronę parku. W tym roku sezon został przesunięty o miesiąc, dzięki czemu bilety były tańsze o połowę. Na terenie parku władze proponują do wyboru kilka wariantów tras. My łączymy kilka z nich, aby zobaczyć jak najwięcej.

Obszar parku obejmuje szesnaście jezior krasowych o różnej wielkości. Są to zbiorniki wodne w obniżeniach powstałych w wyniku procesu rozpuszczania skał. Ze względu na różnice wysokości pomiędzy poszczególnymi jeziorami woda przelewa się widowiskowymi wodospadami. Bardzo istotny jest tu proces sedymentacji czyli gromadzenia się materiału osadowego. Woda rozpuszcza wapienne skały, na skutek zachodzących procesów chemicznych nasycając się węglanem wapnia. W pewnym momencie tego związku chemicznego jest już zbyt wiele i zaczyna się on wytrącać tworząc bariery z tufu węglanowego. To właśnie dzięki nim możemy obserwować malownicze wodospady i progi.

Jeziora podzielone są na Górne i Dolne. Największe z nich to: Kozjak (81 ha) i Prošćansko (69 ha). Cały obszar zasilany jest wodą przez rzekę Matica. W okolicach Wielkiego Wodospadu pojawia się rzeka Plitwica, natomiast z Parku Narodowego wypływa licząca 134 kilometry Korana.

W XX wieku chorwacki parlament wydał dokument dotyczący ochrony przyrody w okolicy jezior, jednak na utworzenie parku narodowego trzeba było zaczekać do 1949 roku. W socjalistycznej Jugosławii nad jeziora ściągało coraz więcej turystów. Przyczyniła się do tego rozbudowa infrastruktury i wpisanie parku na listę UNESCO w 1979 roku.

Specyfika tutejszego świata roślin polega na występowaniu obok siebie gatunków charakterystycznych dla obszaru Morza Śródziemnego, ale też tych które porastają północ Europy. Ponad 70 gatunków to endemity (rosną tylko na tym obszarze)! Tutejsze lasy to głównie buki, świerki i jodły – najstarsze z drzew mają po kilkaset lat.

Królestwo zwierząt jest również zróżnicowane. Począwszy od dużych drapieżników (niedźwiedzie brunatne czy wilki) poprzez węże, płazy czy liczne owady – możemy tu spotkać przedstawicieli wielu gromad czy rodzin. Nawet jeśli nie uda nam się zobaczyć salamandry czy jakiegoś ssaka, to dzięki przejrzystej wodzie z pewnością będziemy mogli dojrzeć liczne ryby. Najpopularniejsze tutejsze gatunki to: strzeble potokowe, pstrągi, klenie czy sprowadzone przez człowieka wzdręgi.

Park Narodowy udostępnia dwa rodzaje darmowych połączeń: statki i autobusy. Łączą one różne punkty na trasie. Przyciągają one sporą liczbę turystów, oczekiwanie na wejście na statek płynący przez jezioro Kozjak może przeciągnąć się nawet do ponad 30 minut. W naszym przypadku nie było takiego problemu. Należy zachować bilety, gdyż są one sprawdzane przy wchodzeniu na pokład statku lub do autobusu.

Za każdym zakrętem kryje się jakaś niespodzianka: piękny wodospad, malownicza kładka…

Zwiedzanie jezior zajęło nam około 10 godzin. Pokonaliśmy prawie 22 kilometry (w tym 2 kilometry przepłynęliśmy statkiem). Dzień ten dał nam wiele niezapomnianych doznań. A to jeszcze nie koniec.

Drežnik

Z drogi prowadzącej Plitwic do Slunja (nieco się cofamy) skręcamy w prawo, aby po kilku kilometrach dotrzeć do Drežnika.

Fort, do którego docieramy, był kiedyś częścią łańcucha umocnień używanych do obrony przed Turkami. Dziś jest na etapie remontów. Wejście na wieżę prawdopodobnie możliwe jest w cenie 10 kun. Niestety podczas naszej obecności obiekt jest zamknięty. Można jednak spędzać miło czas spacerując po dobrze przygotowanych okolicznych ścieżkach.

Wejście po schodach wieży umożliwia lepszą obserwację okolicy i zachodu słońca, w czasie którego tu jesteśmy. Po drugiej stronie wąwozu dostrzegamy stado przeprowadzanych owiec.

Na dziś to już koniec przygód. Wracamy się wyspać, aby kolejnego dnia kontynuować wędrówkę.

Dalmacja czeka

Zaczynamy kolejny dzień. Po śniadaniu ruszamy w kierunku miejscowości Nin, która położona jest w północnej Dalmacji. Granica tego regionu znajduje się u stóp południowych stoków masywu górskiego Velebit, należącego do Gór Dynarskich. Tu, w centralnej części chorwackiego wybrzeża Adriatyku położony jest pierwszy z czterech dalmatyńskich regionów turystycznych – Dalmacja – region Zadaru. Zanim dotrzemy nad morze mamy jednak wiele do zobaczenia.

Niedaleko małej chorwackiej wsi Bjelopolje znajduje się kościół Ružica. Jedziemy do niego szutrową drogą położoną w malowniczej okolicy. Niestety nie udaje nam się wejść do środka. Przy kościele znajduje się źródełko. Woda wypływa z nieco zniszczonej kapliczki. Po schłodzeniu się, jedziemy dalej. Po jednaj stronie drogi mijamy stado pasącego się bydła, a za chwilę, po drugiej stronie owce z pilnującym je bacą i psem.

We wsi Bjelopolje znajduje się dzwonnica po serbskiej cerkwi poświęconej Petce. Cerkiew została zniszczona w 1995 r. przez chorwacką armię podczas czystek etnicznych. Chęć zaprzeczenia istnieniu Serbów w tym regionie widoczna jest nawet w nieprawidłowej nazwie widniejącej na mapach. Kolejny, tym razem niezniszczony, serbski kościół prawosławny pod wezwaniem św. Savi znajdujemy w Jošan.

Skręcając w stronę wsi Udbina trafiamy na dwa symboliczne czołgi stojące przy koszarach sił zbrojnych. Usytuowanie w tym regionie związane jest zapewne z jego bogatą historią.  Okoliczne tereny została zdobyte przez Turków w 1527 roku. Na wyzwolenie czekano aż do 1689 roku. Rok wcześniej w  bitwie pod Krbawą rozpoczęło się powstanie mające przynieść wolność. Przyczynił się do tego  Marko Mesić, katolicki ksiądz i wojownik. Wierni katolicy nazywali tutejszy kościół w Podudbina kościółem św. Marko Grob. Według folkloru, pochowano tu świętego-męczennika i kilku tragicznych bohaterów bitwy pod Krbawą, co potwierdzają badania archeologiczne. Dzięki nim widoczne są dziś pozostałości kościoła. Uroku temu miejscu dodaje płynący obok strumyk, przez który można przejść mostkiem a tam czekają na nas ławeczki i miejsce na ognisko. W okolicy znajdują się jeszcze liczne pozostałości po minionych czasach.

Pole bitwy Krbava widoczne jest z placu Kościoła Chorwackich Męczenników w Udbina. Jest symbolem cierpienia w czasie II wojny światowej. Biały kolor kojarzy się z niewinnością ofiar wszystkich reżimów. Na placu przed kościołem jest pomnik Papieża Jana Pawła II., który u progu trzeciego tysiąclecia wezwał wszystkie narody, aby nie zapominały o swoich męczennikach.  Znajdują się przy nim fundamenty kościoła parafialnego św. Mikołaja, który został doszczętnie rozebrany w 1949 roku. Obok kościoła, na wzniesieniu, zwiedzamy ruiny grodu. Są to pozostałości po wieży i zespole obronnym, prawdopodobnie z XV.  stulecia. Cztery kilometry na południe mijamy mury Świątyni Przemienienia Pańskiego.

Kolejnym szukanym obiektem jest kościół Narodzenia św. Jana Chrzciciela we wsi Bruvno. Jest tu wiele ruin i opuszczonych (albo i nie) budynków, lecz nie kościół. Być może kryje się gdzieś za drzewami. Panuje tu dziwna atmosfera, trochę jak z horroru. Rezygnujemy z poszukiwań. I znów trafiamy na kolejne ślady po wojnie, tym razem zostawione przez pociski na budynku.

Jesteśmy we wsi Gračac. Mijamy betonowe krzyże wystające między trawami na przydrożnej łące. Zatrzymujemy się u podnóża grobli, nieopodal kościoła św. Jerzego Męczennika. Na szczycie góruje chorwacka flaga i monument opasany płaskorzeźbą przedstawiającą walki.

Na zachód od wsi znajduje się Jezero Ričice, sztuczny zbiornik wodny podzielony wałami na mniejsze akweny. Odwiedzamy Kościół św. Apostołów Piotra i Paweła usytuowany po północnej stronie. Jezioro objeżdżamy wokoło po otaczającym je wale. Jest to ciekawym przeżycie… Na mostku mijamy wędkarzy a na koniec przejeżdżamy tunelem.

Rzeka Krupa

Wjeżdżamy w górzysty teren, który tworzy masyw Velebit. Ostre zakręty drogi prowadzącej przy stromym zboczu zapewniają wraz z malowniczymi widokami niezapomniane wrażenia. W nielicznych miejscach można zatrzymać się w małych zatoczkach. Wysiadając z auta przy ziemi witają nas kwitnące szałwie a w oddali bezkres pagórków.

Zjeżdżamy z głównej drogi. Liczne zakręty i spore nachylenie nawierzchni wymaga sprawnego operowania biegami, aby dać choć nieco wytchnienia i tak grzejącym się hamulcom. Wąska jezdnia wiedzie między skałami, przez które przebijają się jeszcze o tej porze roku zielone i kwitnące rośliny. Skręcając w boczną drogę obserwujemy po raz pierwszy liczne murki z kamieni, cechę charakterystyczną tutejszych gór. Wysiadając z klimatyzowanego samochodu uderza nas żar i niesamowita woń tutejszych ziół. Licznie rosnąca tu macierzanka nadaje powietrzu aromatu i lekkości mimo wysokiej temperatury nagrzanych kamieni.

Murki wyglądają bardzo prosto, kamienie układane są jeden na drugim. Sztuka budowy bez zaprawy ma w Chorwacji kilka tysięcy lat i została uznana na poziomie światowym w listopadzie 2018 roku, kiedy to została wpisana na Reprezentacyjną Listę Dziedzictwa Niematerialnego Ludzkości UNESCO. Murki bez zaprawy budowano z różnych powodów i w różnych stylach. W rolnictwie służyły jako miedza a pozyskanie surowca z ziemi ułatwiało uprawy i polepszało jakość gleby. Murki służyły również jako ochrona dla ludzi i zwierząt przed silną borą na wyspach takich jak Pag. Nieraz głównym celem było podzielenie terenu.

Kolejny zjazd z drogi głównej prowadzi na parking nad kanionem rzeki Krupa. Udaje się zaparkować na skalistym poboczu nad przepaścią. Jest to miejsce zapierające dech w piersiach. Niesamowity widok na rzekę w głębokim kanionie.

W dół prowadzi ścieżka prowadząca do kamiennego mostu przy wodospadach. Jest tam też huśtawka, z której można skakać do wody. Na sam spacer trzeba jednak zarezerwować przynajmniej 2 godziny. Po zejściu pewnie chciałoby też się pobyć trochę nad wodą. Niestety czas nas goni. Na skalnej ławce zjadamy kanapki, oddychając nagrzanym i aromatycznym powietrzem, w otoczeniu nielicznej lecz ciekawej roślinności, takiej jak picnomon acarna czy rozchodnik lancetowaty.

Będąc w tych rejonach należy wspomnieć o fakcie wykorzystania w roku 1964 tutejszych gór i malowniczego kanionu do produkcji niemiecko-jugosłowiańskiego filmu. Kultowy serial Winnetou z Pierre Brice’m w tytułowej roli i z Lexem Barkerem grającego rolę Old Shatterhanda przedstawia przygody nieustraszonego wodza Apaczów. Po przeciwległej stronie kanionu gdzie w oddali, wznosi się znane wzgórze Tulove grede nakręcono najbardziej dramatyczne sceny filmu. Tytułowy bohater powieści niemieckiego pisarza Karola Maya umiera tam na rękach swego przyjaciela. Ginie od strzału, podczas akcji uwalniania białych osadników z niewoli Siuksów.

Przed nami dziesięciokilometrowy odcinek po kamienistej drodze prowadzącej do wodospadów Zrmanji. Jest ona rzeką typowo krasową, która znika pod powierzchnie ziemi między miejscowościami Ervenik i Zegar. W dużej mierze płynie wyżłobionym przez siebie kanionem sięgającym miejscami 250 m głębokości.

Na miejscu zastajemy kilka budynków, w tym bar i restaurację nad rzeką. Kilka osób się kąpie, pływa, niektóre skaczą do wody. Kawałek dalej znajdują się wodospady i mała plaża.

Asfaltową jezdnią podążamy dalej pod górę mijając opuncje kwitnące między skałami. Coraz lepiej widać cały kanion. Teraz ukazuje się nam zbiornik wodny utworzony przez zaporę na Zrmanji, przy którym jest elektrownia szczytowo-pompowa.

W kanionie rzeki Zrmanji leży miejscowość Obrovac. Bloki i inne budynki wyglądają mało ciekawie. Przejeżdżamy po krętej drodze wokół miasta. Na górze dostrzegamy ruiny twierdzy z wywieszoną flagą.

Znów piękne widoki na wzgórza Tulove Grede i miejsca związane z Winnetou. Plan zakładał wjazd nad tunelem Sveti Rok na wzgórza. Odczuwamy jednak cały dzień jazdy i wysoką temperaturę. Kilka miejsc musimy pominąć.

Dotarliśmy do Nin. Można się rozpakować i zjeść kolacje na balkonie apartamentu. Przyjemnie móc odpocząć w cieniu i popijając drink patrząc na morze, za którym w oddali rozciąga się Velebit. Znacznie bliżej, po drugiej stronie zatoki widać zabudowania we Vrsi oraz las porastający koniec półwyspu. Zachodnia część opisywanego pasa to kamieniste pustkowia wyspy Pag.

Na zakończenia dnia wybieramy sią na spacer po plaży, która zaczyna się za kilkoma schodkami przy pięknie kwitnących makach. W czyściutkiej wodzie łatwo dostrzec liczne kraby, odgrywającą ważną rolę w morskim ekosystemie jako aktywne drapieżniki zjadające wieloszczety i mięczaki oraz jako padlinożercy i detrytusożercy. Ich ilość maleje gdy kierujemy się w stronę laguny ze spokojną piaszczysta plaża, wzdłuż której prowadzi drewniana kładka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Post

Sentencje

"Jeśli myślisz, że przygody bywają niebezpieczne, spróbuj rutyny. Ona jest śmiercionośna." Paulo Coelho "Matematyka jest…

Chorwacja (3)

Pag Zaczynami długi dzień pełen przygód. Wyspa, na którą się udajemy to piąta co do…

Biały Ług / Jasień / Chrostowa

Dziś droga prowadzi od początku polami. Mijamy kapliczkę w Strzałkowie (51.047722, 19.467239) i udajemy się…